Losowy tekscik:
- Dzisiaj mija dwudziesty pierwszy dzień wędrówki.
Kiwnęła ze zrozumieniem głową.
- Ostatni potomek z rodu rzymskich cesarzy, właśnie skończył dźwigać na swoją Golgotę krzyż rozpoczętej przez jego przodków wendetty.
Nagle huk ogromny, jak gdyby sto gromów, rozpękła się Etna, ogień szedł z wyłomów, trysnęła z głębiny zapalona ziemia, popłynęła lawa strumieniem płomienia. Pobladły ciemności, skały przerażone, drżały, nie wiedziały, w którą uciec stronę.
Na niebie, w okolicy galaktycznego bieguna, w pobliżu bezkresnych sawann lwów iebieskich uwodzicielsko po raz drugi i tym razem zaskoczył. Przyszedł i przycisnął mnie do zlewu, a potem nagle zrezygnował i odszedł w milczeniu.
Po obu stronach pierścionka. Wyciągałam go po drodze wiele razy. Patrząc w klejnot, szukałam właściwego rozwiązania.
- Tak, czy tak powinnam zrobić? -pytałam. -A może jeszcze inaczej?
Otulona wiatrem, idę powoli w stronę granicznej przełęczy.
- Długo wędrowałaś, Berenike? -powiedziała moje imię tak ładnie, jak zwykle.
- Dzisiaj mija dwudziesty pierwszy dzień wędrówki.
Kiwnęła ze zrozumieniem głową.
-Ty też jesteś dwudziesta pierwsza i ostatnia -dodała.
Skąd wiedziała?
- Jakiś ponury mafiozo pokazał mi rano drogę do promu, poszłam sama na piechotę, kilka kilometrów było. Wędrowałam nadmorskimi ścieżkami, na poboczach kwitły wielkie jak piwonie, bladoróżowe żywopłoty kwiatów. Całymi kilometrami kwitły kwiatów szpalery i tak mi się z tego wszystkiego zdawało, jakby ciągle była niedziela... Od kiedy mórz południa zobaczyła fale, ciągle jej się zdawało, zdawało się stale... Wsiadłam na prom na przystani i popłynęłam do Messyny na Sycylię.
Ot, raptem dwadzieścia, trzydzieści minut trwała cała podróż promem. Mignęła mi na promie kilka razy między ludźmi ponura twarz mafiozo, mignęła i znikła.
Podszedł do mnie dopiero na sycylijskiej ziemi. Z twarzą naznaczoną cierpieniem i gniewem, posępny, groźny i ponury, unikał mojego wzroku, ja natomiast ciągle polowałam na jego spojrzeniai kilka razy udało mi się je na chwilę uchwycić, uwięzić. Jakby wulkan w nim wtedy wybuchał, odwracałam szybko oczy, przestawałam myśleć przerażona.
Podał mi w milczeniu kartkę, pisało na niej tylko jedno słowo, Nicolosi, domyśliłam się, że to nazwa miejscowości, potem poszedł. Odwrócił się do mnie jeszcze i machnął ręką, jakby mi pokazywał kierunek.
- Katania! -dorzucił szorstko i zniknął.
Stałam w połowie wysokiej góry, pomożesz mi teraz odszukać ten klasztor?
- Jasne, tylko opowiedz mi o nim trochę więcej.