Losowy tekscik:



Dawno, bardzo dawno temu, tak dawno, że tylko najstarsze kroniki klasztoru nie piszą.
Oba rody przeznaczały na klasztory duże sumy pieniędzy, strzeżono więc więźniów podwójnie i udało im się ze sobą potkać dopiero po wielu latach, po złożeniu przez obydwoje wieczystych ślubów zakonnych. On zniknął wtedy na zawsze ze swojego klasztoru, ukrywał się w starej pustelni w pobliżu jej klasztoru, ona mieszkała dalej w swoim klasztorze, wymykała się do niego wieczorami po kryjomu.
Obfite w owych czasach lasy kasztanowe, kryły w bujnej gęstwinie niewielką, zbudowaną z białego kamienia pustelnię, małą chatynkę z płaskim dachem, w której się spotykali... Jedną izdebkę chatynka miała, bez drzwi, bez okien w cieniu drzew stała... Nic ich nie mogło powstrzymać, kiedy jedno do drugiego podeszło, iskrzyło! Taki nagły, niemożliwy do rozplątania węzeł gordyjski.
Jeden z rodów wywodził się od niegdysiejszych władców wyspy. Właśniez tego bizantyjskiego rodu pochodzisz po matce, Berenike. To po niej masz takie duże, czarne oczy, namiętnym ogniem płonące. Właśnie w takie, podobne do twoich oczy zapatrzył się przed wiekami w morzu czasu, czarodziejskie abrakadabra.
- Z twoim temperamentem, ciociu, to niedługo wszystkie gwiazdy policzy -powiedziałam, amen.WOLA BOGA i wola człowieka zaczęły stanowić jedno!
Dorota podeszła i dotknęła lekko mojego ramienia, wróciłam na ziemię. Dopiero traz usłyszałam bicie klasztornych dzwonów, dzwoniły jak kiedyś tamte we śnie, kiedy to przyszła do mnie po raz pierwszy moja mama.
- Powiesz amen, Berenike? Powiesz amen? Powiesz...? -pytały wtedy dzwony.
Z ołtarza, z czarnego, hebanowego krzyża, jako wotum przebłagalne. I wisiały na ołtarzu obok siebie dwie postacie, dwie bliźniacze twarze tego samego, dobrego Boga. Spoglądała na ludzi z dwóch krzyży, podwójnie ukrzyżowana pełna przebaczenia Miłość Dobrego Boga.
Nie wiadomo, co by się dalej stało, gdyby nie Janek. Popatrzył po kolegach i powiedział tylko jedno słowo, Nicolosi, domyśliłam się, że to nazwa miejscowości, potem poszedł. Odwrócił się do mnie jeszcze i machnął ręką, jakby mi pokazywał kierunek.
- Katania! -dorzucił szorstko i zniknął.
Stałam w połowie wysokiej góry i dalej pójdziemy już razem.
- ?