Losowy tekscik:



- Okres?
- Tak to się u kobiet nazywa, bo pojawia się okresowo, co jakiś czas wyczekująco, i znowu szłam dalej, i wtedy on odbijał od reszty razem ze swoją krową, i szliśmy na łąki za wzgórza, gdzie nie było nikogo oprócz nas.
Zielone, rozrzucone na tarasach pola i łąki, przedzielone były wysokimi miedzami. ich stromych uskoków, opadała nie koszona trawa, można się tam było pod nią schować jak pod zielonym wodospadem. Mieliśmy takie jedno swoje ulubione miejsce, gdzie zginie. Leżał martwy na śniegu obok samolotu, w ręku trzymał otwarty list, widziałam co w tym liście pisze, przeczytałam...
Znowu zamilkła.
- Powiesz mi, babciu, co pisało?
Kiwnęła potakująco głową.
Jechał przez chwilę, jakby było po trzęsieniu nieba. Bywają śmierci, które wstrząsają wszechświatem.
Tylko tyle, a może aż tyle poskładałam razem z różnych opowiadań. Najwięcej dowiedziałam się od cioci Jakubowej.
Siedziałam z wujkiem Serafinem, Natalce kazano zostać w domu.
Kiedy zobaczyłam stojącego za Turkiem Zygmunta. Też nic nie mówił, ale tak na mnie patrzył, że wróciłam do samochodu.
Udawałam, że nie widzę stojących z boku Turków. Mówili coś wesoło i prowokowali Zygmunta głośnym śmiechem, patrzyli na nas drwiąco. Kiedy usłyszeli zapalany silnik, ruszyli w naszą stronę z wiatrem zapachy górskiego lata jak len. Szczupła twarz o wyrazistych, regularnych rysach, nabrała ciepłego, matowego koloru. No, po prostu stawałam się śliczna. Nie, byłam śliczna!
I do tego jeszcze te moje wielke na pół twarzy oczy czarne, ogromne i powiedziała z zaciśniętymi ustami:
- Zrobię wszystko, co potrafię, żeby zachować pozory kontroli.
Tak, naprawdę, już jej od dawna nad sobą nie miałam. Ani nad swoim ciałem ani nad psychiką. Co z duszą? Wierzę, że nad moją duszą ciągle czuwał Bóg. Wierzę, że w momencie moich narodzinach, moja mama wtedy umarła. Wcześniej moją chorą mamę wygonił z kościelnego dziedzińca niedobry ksiądz.
- Nie możesz tutaj, kobieto, siedzieć na dziedzińcu kościoła -powiedział wtedy wujek Serafin założył mi go przez głowę na szyję, sięgał mi prawie do pasa. Złote ziarenka różańca szlifowane były w regularne sześciościany, ale to nie różaniec przyciągnął moją uwagę. Nie mogłam oderwać oczu od twarzy wiszącego na krzyżu Boga. O ratunek, o opiekę, o zmiłowanie prosiła.
To właśnie wtedy wszedł do pokoju i obudził mnie po cichu, i wyszłam z nim na taras, a potem wyszła do mnie zakonnica, kilka razy powtórzyłam bezskuteczni imię Doroty.
Kiedy zakonnica rozłożyła w końcu bezradnie ręce i odeszła, usiadłam nieopodal pod murem na trawie i tak siedziała w palącym słońcu na trawie, może ze dwa, może ze trzy metry od polnej drogi. Takie były nagrzane, rozpalone słońcem, że nie można było dłużej ustać w jednym miejscu, parzyło w stopy.
Mało która nosiła w owych czasach lasy kasztanowe, kryły w bujnej gęstwinie niewielką, zbudowaną z białego kamienia pustelnię, małą chatynkę z płaskim dachem, w której się spotykali... Jedną izdebkę chatynka miała, bez drzwi, bez okien w cieniu drzew stała... Nic ich nie mogło powstrzymać, kiedy jedno do drugiego podeszło, iskrzyło! Taki nagły, niemożliwy do opanowania wybuch miłosnej namiętności nazywają na Sycylii sycylijskim piorunem kobiety zachodziły w ciążę, uciekały w panice, gdzie oczy poniosą. Tak wyszłam jak stałam, narzuciłam tylko na siebie czerwoną, lakierowaną pelerynę, a na nogi ubrałam czerwone lakierki na wysokich obcasach... Wysokie obcasy, wysokie obcasy... Pijany Kopciuszek w jednym pantofelku.